Toksyczne Syrenki

Na bulwarach nad Wisłą były kiedyś nabazgrane takie dwie Syrenki Warszawskie. Chyba gdzieś koło Mostu Śląsko-Dąbrowskiego. Bardzo je lubiłem. Patrząc na brudno-zieloną, może nawet brunatną toń Rzeki, przechodząc przy kanale wyrzucającym zakurzoną deszczówkę rozumiałem, czemu jedna z nich nosi maskę gazową. Druga odważyła się popływać i widać, jak się skończyło. Jak tam chadzałem, ładnych parę lat temu, Wisła już się ponoć oczyściła. Plaży na Pradze jeszcze nie było, a wody Królowej Rzek, przynajmniej na wysokości Warszawy większości kojarzyły się ze ściekiem. Miasto wciąż było obrócone tyłkiem do Rzeki i bardzo powoli, od niechcenia robiło obrót. Zresztą graffiti było już nieco leciwe, więc można domniemywać, że w chwili powstania było gorzej, a ogona Syrence na pewno nie obrobiły piranie.

Klimatem przypominały mi o rave’ach, które odbywały się również nad Wisłą, ale sporo dalej, w pomieszczeniach technicznych pod Mostem Grota. Było to pod koniec lat 90-tych, może w drugiej połowie, a większość wykonawców i fanów wywodziło się ze środowisk punkowych. Muzę przejęli chłopcy w dresach, a moda na coraz mocniejsze syntetyczne środki odurzające przetrzebiła mocno scenę. Reszta wydoroślała, bo ile można żreć papierki z bohaterami kreskówek ? Temat bardzo undergroundowy i dziś tak zapomniany, że wydaje mi się kolejną legendą miejską.

Dziś Syrenek raczej nie ma, zniknęły przy remontach bulwarów. A może się mylę ? Daaawno nie byłem na spacerze nad Wisłą….

Facebooktwittergoogle_plusmail
0 x skomentowano… Dodaj komentarz

Skomentuj…