Warszawa

Betonowy Bunkier

Wieża na Odolanach. Bunkier z Gniewkowskiej. Wielkie betonowe coś, schowane nieco z boku, za kopcami kruszywa. Niby żadna tajemnica, dużo ludzi, szczególnie poddanych kolejowo-przemysłowego imperium, dobrze ją zna.

Wieża do nawęglania parowozów. Proste.

Zacznijmy od tego, że są cztery takie w Polsce. Jedna w Tarnowskich Górach. Jedna w Krakowie, na Prokocimiu. Jedna w Gdyni. No i czwarta, warszawska, Odolany. Dużo wody w Wiśle upłynęło od kiedy spadł z niej ostatni kawałek węgla. Ciągle stoi, tak jak jej siostry rozproszone po kraju. Nie dlatego, że jest piękna, wspaniała i unikalna. Po prostu stoi w torach i jakakolwiek forma rozbiórki zniszczyła by trakcję.

Adres: Popularna 16

Kamienica była nieco oddalona od ulicy, jak niemal wszystkie po tej stronie, a to z powodu tego, że EKD ze swoją włochowską odnogą tu jeździła. Właścicielem był Dyonizy Rutkowski, o którym nie wiem nic, poza faktem, że imię dostał przed reformą ortografii.

Ulica Kościuszki dawna, po włączeniu do Warszawy w 1951 Popularna. Kamieniczka dwupiętrowa, wzdłuż klatki schodowej jeszcze jedno pięterko. Na usługowym parterze był monopolowy i jakiś zbankrutowany interes za kratą. Drzwi do klatki i przejazd bramny. Kiedyś zaszedłem po fajki i zauważyłem latarenkę, a z nią kolektyw tabliczek adresowych.

Holownik Tadek w Porcie Czerniakowskim

Wspomnienie o Tadku

Swego czasu lubiłem kończyć szlajanki po mieście gdzieś nad Wisłą. Po przejściu tych kilkunastu kilometrów z Woli, gdzie wtedy mieszkałem, przez podwórka i zakamarki Śródmieścia, Powiśla lub Solca, zwykłem siadać nad Rzeką, otwierać piwo, ewentualnie schłodzone ćwierć. Swego czasu nosiło mnie na Port Czerniakowski, za drewnianymi budami Straży Miejskiej.

Tam pierwszy raz spotkałem Tadka. Z początku nie wdawaliśmy się w żadne rozmowy. I ja, i on byliśmy tu po to, by zaznać spokoju. Ja odpoczywałem od tempa i zgiełku miasta, on korzystał, na ile mógł, z dziadowskiej, wegetatywnej emerytury przy zakładzie, w którym przerobił całe życie. W części portu, którą sobie upodobał było tyle mułu, że na upartego przeszedłbym go w kaloszach. Całymi dniami taplał się w tym przegniłym dnie, mieszance piasku i przegniłych liści. Mulisty, zatęchły akwen służył mu za zagracone, od dawna niesprzątane mieszkanie.

Kiedy bym nie przyszedł to go tu zastałem. Stary, zmęczony typ. zgarbiony, taki… zardzewiały. Już marne miał życie i powoli tonął w tej bidzie. On widział, że co i raz tu wpadam. Tak to bywa, nie znamy się, ale mijamy się często i się rozpoznajemy, aż przyjdzie czas, niby przypadkiem, że się zapoznamy. Tak było ze mną i z Tadkiem. Pewnego dnia siadłem nad wodą i wysłuchałem jego historii.

Ruiny kolejowej stacji trafo przy Potrzebnej

Wieżyczka z Odolan

Przetrząsałem teren kilkanaście razy, może i więcej. Szukałem ceglanych bunkierków, schronów przeciwlotniczych, Fortu Odolany. W gęstych zaroślach, wśród spalonych i zrujnowanych altanek działkowych nie jest łatwo cokolwiek znaleźć. Nigdy nie zauważyłem tej wieżyczki. Może zlała mi się z ceglanym murem okalającym szczęśliwicką Wagonownię ?
[…]
Trzy metry dalej, już za murem, ma wkrótce powstać Stacja Muzeum. Nowoczesna, multimedialna wersja Muzeum Kolejnictwa i projekt rewitalizacji dawnej stacji postojowej. Zaplanowany jako wielki sukces z wielką pompą. Powstanie tu stacja kolejki, wreszcie będzie po co tu wysiadać. Może trochę zmyje plamę po zburzeniu parowozowni na Wileńskiej, było, nie było odrestaurujemy wartościowy, kolejowy zabytek. Muzeum tchnie nowe życie w te stare mury, no i rozsławi ten obiekt, właściwie kompletnie nieznany. Wieżyczki nikt nigdy nie zauważył, więc wyburzą ją bez żalu. Nie bacząc na fakt, że była kiedyś częścią kompleksu, który ma być wkrótce pomnikiem historii polskich kolei.

Niekłańska 19, nieistniejąca ruina domu rzeźbiarza Stefana Momota

Ruina z Niekłańskiej, Armia Czerwona i Pałac Saski

Z kategorii obiektów opuszczonych zawsze ciekawiła mnie ruina na Niekłańskiej, pod numerem 19-tym. W willowym fragmencie tej ulicy. Ogród zarośnięty jak dżungla w Gujanie. Na budynku po tynku ni śladu. Któregoś razu tam wlazłem, jakoś wczesną wiosną, żeby mnie roślinność nie zjadła podczas eksploracji. W domu znalazłem pomieszczenie z oknem od podłogi po sufit, na bank pracownia plastyka. Rozrzucone na posesji gipsowe fragmenty rzeźb i formy jasno wskazywały na specjalizację. Popytałem i usłyszałem personalia właściciela. Stefan Momot, rzeźbiarz. Będąc osobą obeznaną z rodzimą i współczesną sztuką piękną wszelkiego rodzaju, bez chwili wahania potrafiłem odpowiedzieć na pytanie, kim był ów rzeźbiarz. Nie miałem pojęcia. W sumie większość warszawiaków nie ma pojęcia. Dziwne, bo nazwisko związane jest z miejscem bardzo znanym, miejscem ważnym, acz kontrowersyjnym i nie przez wszystkich akceptowanym. Momot to autor pomnika znanego jako „Czterech śpiących, trzech walczących”, w skrócie „Czterech śpiących”. Praskie miejsce spotkań, takie miejscowe „Widzimy się pod Rotundą”. Niedawno dowiedzieliśmy się, że można już o nim mówić w czasie przeszłym, pomnik nie wróci na Pragę. Wielka szkoda, bo wpisał się w krajobraz tej części Miasta.

Syrenka ’47

Ta nieoczywistej urody Syrenka Warszawska znajduje się na którymś, z budynków gazowni. Widać ją tylko od strony wjazdu dla zaopatrzenia EXPO na Prądzyńskiego.

Bracia Pakulscy

Bracia Pakulscy

Delikatesów jest dziś co niemiara. Najczęściej są w galeriach handlowych, wtedy od hipermarketów i dyskontów różnią się nieco lepszą jakością produktów, no i ceną. Czasem istnieją w jakimś specjalnym skupisku, typu to, co powstało w miejsce bazaru na Polnej i faktycznie można kupić tam rzeczy specjalne, nie spotykane w sklepach, wykwintne. Odeszły jednak piękne wystawy, odeszły firmy z tradycjami i piękne aromaty cytrusów, kawy, wędzonek w środku sklepów. Dziś króluje sieciówka, musi być logo chipsów i popularnego napoju, który równie dobrze smakuje z obrzydliwą whisky typu blended z czerwoną etykietą, jak i odrdzewia oraz luzuje zapieczone elementy stalowe. Komuna zabrała wykwintne delikatesy, nowy system nie dał nic w zamian. Takich firm jak Bracia Pakulscy nie ma i chyba już nie będzie…

Zabawne, że fundamentów firmy nie zbudowali wcale tytułowi bracia. Ojcem-założycielem był Antoni Pawłowski, zesłaniec syberyjski z Irkucka. W połowie XIX wieku powrócił do Warszawy. Pracował jako subiekt i powodziło mu się nienajgorzej, skoro po ledwie kilu latach, w 1856 roku na Brackiej 22 otworzył własny sklep kolonialny. Po nim majątek przejął jego bratanek, Feliks, a było to w 1899 roku. Feliks Pawłowski był pozytywistą, racjonalizatorem kupiectwa. Wprowadził w swoim sklepie wiele ówczesnych nowinek technicznych, jak na przykład telefon. W 1909 roku odsprzedał udziały, a stopniowo i cały majątek swojego przedsiębiorstwa trzem braciom, którzy byli u niego subiektami. Tu zaczyna się historia Braci Pakulskich.

Dom Tadeusza Kubalskiego - Opaczewska 57, dawna Drawska

Dom Kubalskiego

Wśród nowych osiedli Szczęśliwic, niemal naprzeciw centrum handlowego Blue City, stoi sobie rudera z kawałkiem zarośniętego chwastami pola. Wygląda jakby rozpoczął tam się remont i stanął wobec braku środków. Zaniedbany dom ma wiele udziwnień, na przykład klatkę schodową, jakby nie mógł się zdecydować, czy jest zwykłym domem dla jednej rodziny, czy malutką kamieniczką. Ma też niby-wieżę z jednej strony budynku, jakby ktoś planował finalnie ją tam umieścić, ale nagle zrezygnował z tego planu i zakończył tak, jak to jest dziś. W głębi działki widać komin, kiedyś były resztki szklarni, nie wiem czy się rozpadły, czy tak zarosły, że ich nie widać. Od ulicy jest kolejny domek-kamieniczka, piętrowy, styl typowy dla dalekich przedmieść. Obok niego budynek gospodarczy ciągnie się wzdłuż posesji, a jego dach zdążył się już zawalić. Coś, co kompletnie tu nie pasuje. Nie wiedzieć czemu nie padło pod naporem osiedli. Zawalidroga. Szpetna ruina. Opaczewska 57. Dom Kubalskiego.

Graffiti z Syrenką Warszawską

Toksyczne Syrenki

Na bulwarach nad Wisłą były kiedyś nabazgrane takie dwie Syrenki Warszawskie. Chyba gdzieś koło Mostu Śląsko-Dąbrowskiego. Bardzo je lubiłem. Patrząc na brudno-zieloną, może nawet brunatną toń Rzeki, przechodząc przy kanale wyrzucającym zakurzoną deszczówkę rozumiałem, czemu jedna z nich nosi maskę gazową. Druga odważyła się popływać i widać, jak się skończyło.

Bezdomni u Kallego, czyli Okopowa 59

Okopowa 59 to było ponure miejsce. Najpierw fabryka, założona pewnie w końcówce XIX wieku. Następnie pod przymusowym zarządem państwowym, chyba na skutek porozumień Traktatu Wersalskiego. Wykupiona przez spółkę ze Zgierza w 1923. W 1928 roku już nie działała.

Miasto odkupiło teren i budynki, a następnie, wobec tragicznej sytuacji lokalowej i rosnącej bezdomności, urządziło tu schronisko dla bezdomnych. Istniały tam 23 sale koszarowe i 36 maleńkich boksów. Po miesiącu działania lokatorów przeniesiono do baraków na Stalowej 67, powodem były tragiczne warunki sanitarne. Na Stalowej nie było wcale lepiej, więc na Okopową zaczęto znów przyjmować bezdomnych. W zamyśle miało to być schronisko karne, dla awanturujących się, niedostosowanych itd. W latach 30 pofabryczne budynki pełniły rolę pogotowia mieszkaniowego. Zniknęły wspólne sale, na rzecz jednoizbowych boksów wielkości koło 10 metrów i większych, do 20 metrów, dla większych rodzin. Stłoczono tam ponad 1200 osób. Do 1936 roku schronisko zaczęło się wyludniać, choć mieszkało tu około 500 osób.

W tym samym roku istniało tu Centrum Wyszkolenia Przysposobienia Wojskowego Kobiet. Nie wiem czy obok schroniska, czy już zamiast. Bardzo możliwe, że na terenie mieściły się miejskie składy opałowe.

Podczas Powstania na placu fabrycznym hitlerowcy mordowali ludność cywilną. Po wojnie wydobyto stąd 192 kg prochów zamordowanych i spalonych Żydów z getta.Budynki zostały zniszczone, część była drewniana i w 1945 nie było po nich śladu. Murowane były wypalone. Prawdopodobnie nie zostały odbudowane po wojnie.

W latach 50 zbudowano tu osiedle dla budowniczych metra, tego od Targówka, które nie powstało. W latach 70 zburzono część osiedla na potrzeby fabryki obuwia „Syrena”. Potem zabudowania stały zrujnowane, dziś nie ma po nich śladu, wyburzono je pod jakąś nową inwestycję. Ale to już inna historia…

Mnie najbardziej interesuje okres od Fabryki Kallego, po schronisko dla bezdomnych. Właściwie prawie nic o nim nie wiem, znalazłem trochę notek prasowych. Pozwolę więc im mówić…