Szczęśliwice

Related Media: Szczęśliwice

Dom Tadeusza Kubalskiego - Opaczewska 57, dawna Drawska

Dom Kubalskiego

Wśród nowych osiedli Szczęśliwic, niemal naprzeciw centrum handlowego Blue City, stoi sobie rudera z kawałkiem zarośniętego chwastami pola. Wygląda jakby rozpoczął tam się remont i stanął wobec braku środków. Zaniedbany dom ma wiele udziwnień, na przykład klatkę schodową, jakby nie mógł się zdecydować, czy jest zwykłym domem dla jednej rodziny, czy malutką kamieniczką. Ma też niby-wieżę z jednej strony budynku, jakby ktoś planował finalnie ją tam umieścić, ale nagle zrezygnował z tego planu i zakończył tak, jak to jest dziś. W głębi działki widać komin, kiedyś były resztki szklarni, nie wiem czy się rozpadły, czy tak zarosły, że ich nie widać. Od ulicy jest kolejny domek-kamieniczka, piętrowy, styl typowy dla dalekich przedmieść. Obok niego budynek gospodarczy ciągnie się wzdłuż posesji, a jego dach zdążył się już zawalić. Coś, co kompletnie tu nie pasuje. Nie wiedzieć czemu nie padło pod naporem osiedli. Zawalidroga. Szpetna ruina. Opaczewska 57. Dom Kubalskiego.

Budynki dawnej garbarni Józefa Konarzewskiego

Garbarnia Konarzewskiego

Tak jak Łódź była miastem tekstyliów, Warszawa swego czasu była miastem garbarstwa. Warszawskie garbarnie opanowały kawał rynku carskiej Rosji, podupadły dopiero po odzyskaniu niepodległości, tracąc tamtejsze rynki. Takie nazwiska jak Pfeiffer czy Temler były znane nie tylko w Stolicy. Zagłębiem tej gałęzi przemysłu były okolice Okopowej, gdzie oprócz wspomnianych Pfeiffrów, Temlera i Szwedego produkowali Weiglowie na Piaskowej, czy mniejsze zakłady na ulicy Spokojnej. W innych dzielnicach działały garbarnie także warte wspomnienia. Na przykład firma braci Jerominów na Grochowie.

Albo Konarzewskiego na dzisiejszej Ochocie.

Fort Szczęśliwice

Stadion, którego nie było

W księgarni na półkach taką książkę widziałem – „Stadion X, miejsce, którego nie było”. Było, było, pamiętam. Pamiętam też, że nikt nie wierzył, że uda się je zlikwidować. Jakoś się udało, a największy bazar Europy powolutku zaczął wyparowywać z ludzkiej pamięci. W efekcie dziś każdą panoramę Warszawy obowiązkowo ozdabia biało-czerwony kształt Stadionu Narodowego.

Był w Warszawie stadion, który został zapomniany znacznie szybciej. Żeby go znaleźć zacznijmy spacer od ulicy Stadionowej. Mieści się ona… Na Szczęśliwicach. Nie ma asfaltu, nie ma nawet tabliczki. Odkryć ją może tylko uważny obserwator mapy. Coś tam przy niej budują, jeszcze bardziej ją zasłaniając. Prowadzi do najwyżej kilku posesji. Właściwie to nie jestem pewien, czy gdziekolwiek prowadzi, jakoś nigdy nie miałem potrzeby w nią skręcić. Kierować się miała do stadionu, miejsca, którego nie było. W tym przypadku dosłownie.

Krzyż na ul. Bohaterów Września

Krzyż na Bohaterów Września

Był tutaj czas, że w niedzielę nie chodziło się na zakupy i obiad pod widoczną na zdjęciu kopułę. To był czas, gdy nie było tych wszystkich bloków, a do miasta było daleko. W okolicy były pola i luźno rozrzucone parterowe, na wpół wiejskie domki.

Ulica nie mogła upamiętniać Bohaterów Września, bo kalendarze nie doszły jeszcze do tego pamiętnego września. Miała wtedy za patrona Generała Józefa Bema.

Był czas, gdy w majowe popołudnia pod tym krzyżem zbierały się miejscowe starowinki i słychać było pieśni maryjne.