Stadion, którego nie było

W księgarni na półkach taką książkę widziałem – „Stadion X, miejsce, którego nie było”. Było, było, pamiętam. Pamiętam też, że nikt nie wierzył, że uda się je zlikwidować. Jakoś się udało, a największy bazar Europy powolutku zaczął wyparowywać z ludzkiej pamięci. W efekcie dziś każdą panoramę Warszawy obowiązkowo ozdabia biało-czerwony kształt Stadionu Narodowego.

Był w Warszawie stadion, który został zapomniany znacznie szybciej. Żeby go znaleźć zacznijmy spacer od ulicy Stadionowej. Mieści się ona… Na Szczęśliwicach. Nie ma asfaltu, nie ma nawet tabliczki. Odkryć ją może tylko uważny obserwator mapy. Coś tam przy niej budują, jeszcze bardziej ją zasłaniając. Prowadzi do najwyżej kilku posesji. Właściwie to nie jestem pewien, czy gdziekolwiek prowadzi, jakoś nigdy nie miałem potrzeby w nią skręcić. Kierować się miała do stadionu, miejsca, którego nie było. W tym przypadku dosłownie.

Miał to być stadion na miarę Warszawy. 13 tysięcy miejsc siedzących, dwa razy tyle stojących. Boisko piłkarskie, bieżnie, tor kolarski, dwie strzelnice – olimpijska i mniejsza, turniejowa. Tłumy kibiców miał obsłużyć przystanek EKD Warszawa Szczęśliwice-Stadion, usytuowany przy Drawskiej. Codziennie idę drogą kolejki, która już nigdy tędy nie przejedzie. Codziennie patrzę na ogródki działkowe, które miały być błoniami stadionu. Z okna widzę gęstwinę drzew, które porastają Fort Szczęśliwicki, miejsce, gdzie obiekt miał powstać.

W latach dwudziestych Warszawa nie miała obiektów sportowych z prawdziwego zdarzenia, mogących być areną dla imprez dużego formatu. W 1925 roku miejscy włodarze postanowili temu zaradzić. Początkowo planowano umiejscowić stadion na Okęciu, ale z nieznanych mi powodów plany zarzucono. Kolejny wybór padł na Fort Szczęśliwicki. Teren należał do miasta. Leżał na samej jego granicy, a na dalekim przedmieściu nie mógł być uciążliwy. Gorzej przedstawiała się komunikacja z resztą miasta. Częeść problemu rozwiązywała kolejka EKD i pobliski przystanek kolei do Żyrardowa. Dyrekcja Tramwajów obiecała przedłużyć linię siódemkę, która kończyła bieg tam, gdzie spotykały się Opaczewska z Grójecką. Nawet przeznaczenie terenów się zgadzało – magistrat dał wcześniej teren Bractwu Kurkowemu z przeznaczeniem na strzelnicę. Z racji klapy tego przedsięwzięcia fort wrócił we władanie miasta.

No i ten teren. Dziś adaptacja jakiegoś obiektu na zupełnie inne cele nikogo nie dziwi. W połowie lat dwudziestych można sobie wyobrazić cóż to był za projekt ! Trybuny na wałach obronnych, arena zmagań na położonym niżej fortowym placu. Szatnie, pomieszczenia techniczne w kazamatach. Kontrast zielonej trawy boiska z czerwoną cegłą carskiej fortecy.

Projekt stadionu wykonał M. Łęczycki. Za realizację odpowiadali inżynierowie Raczkowski i Budzyński. Już na początku zderzyli się z działaczami związków sportowych. Ten by chciał pod kolarzy zrobić tor, ale lekkoatleci się na takie rozwiązanie nie godzą, bo krzywizny za duże, wyników nie będzie na niektórych dystansach. Bieżnia z torem kolarskim obok siebie oznacza, że trybuny będą zbyt daleko od sportowych emocji. Było, nie było, do ery telebimów brakowało dobre kilkadziesiąt lat. Zgodnie z sugestiami, a pomimo ostrzeżeń budowa ruszyła. Usypano wały, splantowano teren. W międzyczasie zdecydowano o rozbiórce budynków fortowych, co niszczyło wyjątkowość całego założenia i znacznie zwiększało koszt inwestycji. Budowa szła bardziej „na czuja”, niż zgodnie z projektem, dzięki czemu dziś możemy oglądać resztki fortu. W 1929 roku wydawało się, że budowa jest, używając adekwatnego, sportowego języka, na ostatniej prostej. Pozostało wykończenie powierzchni torów, płyta boiska i pomniejsze prace. A tu nagle Bank Gospodarstwa Krajowego wycofał gwarancje kredytowe. W odpowiedzi magistrat wycofał się z inwestycji.

To był koniec stadionu. Historia tego miejsca zatoczyła koło – w 1932 wróciło do Bractwa Kurkowego, tym razem z istniejącymi strzelnicami. Otwarcie było sporym wydarzeniem na szczęśliwickim przedmieściu. Przystanek EKD jeszcze długo nazywał się Stadion-Strzelnica. Pomysł stadionu reprezentacyjnego przeniósł się na Stadion Wojska Polskiego, czyli Legię.

Codziennie patrzę na niedoszłe błonia, bo codziennie tędy chodzę. Z obserwacji wiem, jak dalej będzie. Na zrujnowany fort wchodzą bezdomni i pewnie ze dwa razy w ciągu zimy będzie tam mały pożar.Przyjdzie wiosna, na działki przyjedzie swoim starym, acz zadbanym UNO para staruszków, żeby pielęgnować swoje małe radości – owocowe drzewka i skromne, ozdobne rośliny. Jakiś czas temu zjechały się radiowozy, bo okazało się, że ktoś tu trawę hoduje, bynajmniej nie na murawę. Kibice nigdy tu nie dotarli. Szczęśliwice nie widziały nigdy medalowej fety, ani smutku po porażce. Kolejka też skręciła nieco bardziej na północ, kto dziś pamięta przystanek Stadion, Stadion-Strzelnica, czy jak on się w międzyczasie zwał. Nawet jeśli mignie gdzieś ta dziwna nazwa, kto ma dziś czas zastanawiać się nad tym ?

Kolejny raz będę wracał do domu tą ślepą Drawską, dawnym torem kolejki. Z dziwnym uczuciem, że chyba tylko ja wiem, co tu być miało. Stadion. Miejsce, którego nie było.

Facebooktwittergoogle_plusmail
3 x skomentowano… Dodaj komentarz
  • sirencityboy 27/09/2016, 21:36

    Z rozkładów EKD. Plus trochę literatury tematu, pewien historyk z nazwiskiem na G. lubi, poza piłką kopaną, zachodnie strony Warszawy.

  • Avadoro 11/09/2016, 06:01

    Skąd źródło tych ciekawych informacji?

  • lavinka 29/01/2015, 01:18

    Zastanawiam się czego mi bardziej żal. Stadionu, który nie powstał, czy fortu, który czeka smutny los.

Skomentuj…