Schron na terenie Fortu Rakowiec

Fort Rakowiec

Fort Tscha-M nigdy nie był fortem z prawdziwego zdarzenia. Był to pośredni punkt oporu, ziemne dzieło obronne z fosą, dziś suchą, kiedyś zasilaną wodą z Potoku Służewieckiego i dwoma schronami amunicyjnymi. . Funkcję określa nazwa – Łączył Tscha-(Ścia-)-śliwice i M-okotów. Miał bronić Szosy Krakowskiej, ówcześnie (czyli 1889-92, bo wtedy powstawał) jednej z ważniejszych dróg Królestwa. Samo miejsce było z natury obronne. w czasie Powstania Listopadowego były tu szańce obronne. Dziś tego nie widać, bo obniżył się poziom wód. Dawno temu była tu podmokła dolinka Potoku Służewieckiego, teren dość trudny do przebycia.

Żywy trup z Emilii Plater

Jest początek lat 80tych. Czesław Miłosz, już noblista, wychodzi z Domu Literatury na Krakowskim Przedmieściu. Zaczepia go menel o wyglądzie bezdomnego, alkoholowego degenerata. Prosi o stówę. Znają go tu i nie przepadają za nim. Wystaje pod lokalem, krzyczy sam do siebie, urąga, zaczepia ludzi. Nie jest przyjemnym widokiem. Miłosz też go zna. Wyciąga plik pięćsetek i wręcza mu jedną ze słowami „Cóż to jest dziś sto złotych, panie Kazimierzu ?”.

W tym samym czasie na ulicy Emilii Plater dwóch lokatorów kamienicy pod czwórką spotyka się w bramie. Narzekają na jednego z współmieszkańców. Jest u niego melina. Ten fragment Śródmieścia ma swój przydział elementu, kwaterunek zrobił swoje, ale mieszkają tu też normalni ludzie. Do ich kamienicy schodzi się najgorsze towarzystwo. Dziwki zniszczone już zawodem, okoliczne lumpostwo, drobni kryminaliści, bez fartu w rozedrganych rękach. Wchodzą i wychodzą kiedy chcą. Chlają i zachowują się… nieobyczajnie. Mieszkanie cuchnie, pleni się w nim robactwo. I ten menel, co tam mieszka, gruźlik w końcowym stadium, koneser wódki z białą główką i wody brzozowej. Zakała kamienicy, strach na schodach się mijać.

Tym menelem był Kazimierz Ratoń, jeden z poetów pokolenia „Współczesności”. Prawdziwy poeta przeklęty. Żywy trup. Bardzo niewiele życia już wtedy w nim było. Tyle co nic. Wkrótce przestanie być wrzodem na tym ziemskim padole.

Budynki dawnej garbarni Józefa Konarzewskiego

Garbarnia Konarzewskiego

Tak jak Łódź była miastem tekstyliów, Warszawa swego czasu była miastem garbarstwa. Warszawskie garbarnie opanowały kawał rynku carskiej Rosji, podupadły dopiero po odzyskaniu niepodległości, tracąc tamtejsze rynki. Takie nazwiska jak Pfeiffer czy Temler były znane nie tylko w Stolicy. Zagłębiem tej gałęzi przemysłu były okolice Okopowej, gdzie oprócz wspomnianych Pfeiffrów, Temlera i Szwedego produkowali Weiglowie na Piaskowej, czy mniejsze zakłady na ulicy Spokojnej. W innych dzielnicach działały garbarnie także warte wspomnienia. Na przykład firma braci Jerominów na Grochowie.

Albo Konarzewskiego na dzisiejszej Ochocie.