Fort Odolany / W-Tscha

Fort Odolany

Dziś istnienie tego miejsca jest faktem znanym, choć może nie powszechnie. Nie jest tajemnicą, że fort znajduje się na opuszczonych działkach między Gniewkowską, Potrzebną, a Wagonownią Szczęśliwice. Te dziesięć lat temu, może i wcześniej, wiedziała o nim jedynie grupka pasjonatów, dosłownie kilka osób. W literaturze fort był opisywany jako niezachowany. Ja dowiedziałem się od kogoś, kto tu przez długie lata pracował na kolei. Może miał tam działkę, może ktoś mu powiedział, nie wiem. Człowiek gdzieś usłyszał, że się interesuję takimi dziwnymi rzeczami i powiedział mi „idź, tam coś jeszcze zostało”. Sam też próbowałem eksplorować te tereny. Trochę pamiętałem z dzieciństwa, kiedy włóczyliśmy się wzdłuż torów całym światem, wiedziałem więc, że na Odolanach nie trudno o ciekawe znaleziska. Dopiero mając relację, że na pewno coś zostało po forcie, po prostu przeszukałem metr po metrze tamten kawałek. W końcu – jest ! Betonowy schron, ze zwalonym słupem z drutem kolczastym. W środku śmietnisko. Ciężko było coś dojrzeć przez wszechobecne krzaki. Zaraz obok schron przeciwlotniczy. Kawały grubego, ceglanego muru rozrzucone po okolicy. Raczej nie od fortu, bo nie posiadał on ceglanych koszar, kazamat itp.

Uczucie, gdy go znalazłem – nie do opisania. Jakbym odkrył nowy ląd, wdrapał się na najwyższą górę, dotknął wielkiej tajemnicy.

Zagadka nie była trudna i nie ja jeden postanowiłem sprawdzić istnienie fortu. Temat zaczął pojawiać w sieci. Bywam na Odolanach bardzo często, również w weekendy. Zacząłem zauważać niewielkie wycieczki idące w tamtą stronę. Miejsce straciło dla mnie swoją magię.

Bar Baron na Zamienieckiej

Bar Baron

O, mordownie warszawskie! Tak, żeby zacząć na modłę Tyrmanda. Każda dzielnica ma swoje knajpy, gdzie siedzą miejscowi i przepijają dochód, dzieląc się swoimi smutkami, sukcesami i przewagami. Przychodzą czasem chłopaki, którym nie wypada już siedzieć pod blokiem. Są też codzienni bywalcy, meble, znani w kwartale alkoholicy, którzy nie osiągnęli jeszcze poziomu menela spod sklepu. Każda knajpa ma swój charakter, swoje tematy, swój koloryt. Zazwyczaj znany tylko w najbliższej okolicy. Chyba, że lokal leży na skrzyżowaniu szlaków, wtedy zasila go klientela z „miasta” i robi się ciekawie. Było wiele takich knajpek, wiele jest rzewnie wspominana. „Fawory” na Żoliborzu, „Portowa” czy „U Kulasów” na Pradze, „Orłówka” na zbiegu Chmielnej i Żelaznej.

Grochów, właściwie Witolin, też miał swoje mordownie. Zamieniecka, róg Bełżeckiej na przykład. Ceglany, acz pobielony kurnik, dookoła drewaniany płotek ogradzający parasole. Na murze lokalu płachta z podchmielonym arystokaratą w lokowanej peruce. „Pub Nowy Baron”. Pomijam fakt, że pub to jest w Dublinie, a u nas chodzi się do knajpy, baru, lokalu, mordowni. Nowy Baron, nie może być inaczej, nawiązuje do lokalu o nazwie „Baron”, który istniał tu jeszcze przed wojna. Skąd ta niecodzienna nazwa ?

Schron na terenie Fortu Rakowiec

Fort Rakowiec

Fort Tscha-M nigdy nie był fortem z prawdziwego zdarzenia. Był to pośredni punkt oporu, ziemne dzieło obronne z fosą, dziś suchą, kiedyś zasilaną wodą z Potoku Służewieckiego i dwoma schronami amunicyjnymi. . Funkcję określa nazwa – Łączył Tscha-(Ścia-)-śliwice i M-okotów. Miał bronić Szosy Krakowskiej, ówcześnie (czyli 1889-92, bo wtedy powstawał) jednej z ważniejszych dróg Królestwa. Samo miejsce było z natury obronne. w czasie Powstania Listopadowego były tu szańce obronne. Dziś tego nie widać, bo obniżył się poziom wód. Dawno temu była tu podmokła dolinka Potoku Służewieckiego, teren dość trudny do przebycia.