Każdy ma całą śmierć…

…Choćby miał życia tylko ćwierć, jak pisał Sztaudynger i jak przypomina kilka zapomnianych dziecięcych grobów na wolskim Cmentarzu Prawosławnym.

Na Ruskim Cmentarzu, oficjalnie zwanym Cmentarzem Prawosławnym na Woli, wśród kilku innych ciekawych tematów (groby budowniczych PeKiNu, Starynkiewicza i in.) jest kilka zapomnianych, dziecięcych miejsc pochówku. Nikt im świeczek nie pali, więc jak potrzebujesz skrócić drogę z Wolskiej do Olbrachta na przykład to odżałuj 2 złote, kup jedną pod murem i zapal…

Jak tam mieszkałem niedaleko to czasem taki skrót robiłem, prosto do Pustola. Często-gęsto jakiś znicz przypaliłem po drodze, czasem postałem chwilę w zadumie nad tym i owym zapomnianym nagrobkiem.

….

Ruiny kolejowej stacji trafo przy Potrzebnej

Wieżyczka z Odolan

Przetrząsałem teren kilkanaście razy, może i więcej. Szukałem ceglanych bunkierków, schronów przeciwlotniczych, Fortu Odolany. W gęstych zaroślach, wśród spalonych i zrujnowanych altanek działkowych nie jest łatwo cokolwiek znaleźć. Nigdy nie zauważyłem tej wieżyczki. Może zlała mi się z ceglanym murem okalającym szczęśliwicką Wagonownię ?
[…]
Trzy metry dalej, już za murem, ma wkrótce powstać Stacja Muzeum. Nowoczesna, multimedialna wersja Muzeum Kolejnictwa i projekt rewitalizacji dawnej stacji postojowej. Zaplanowany jako wielki sukces z wielką pompą. Powstanie tu stacja kolejki, wreszcie będzie po co tu wysiadać. Może trochę zmyje plamę po zburzeniu parowozowni na Wileńskiej, było, nie było odrestaurujemy wartościowy, kolejowy zabytek. Muzeum tchnie nowe życie w te stare mury, no i rozsławi ten obiekt, właściwie kompletnie nieznany. Wieżyczki nikt nigdy nie zauważył, więc wyburzą ją bez żalu. Nie bacząc na fakt, że była kiedyś częścią kompleksu, który ma być wkrótce pomnikiem historii polskich kolei.

Niekłańska 19, nieistniejąca ruina domu rzeźbiarza Stefana Momota

Ruina z Niekłańskiej, Armia Czerwona i Pałac Saski

Z kategorii obiektów opuszczonych zawsze ciekawiła mnie ruina na Niekłańskiej, pod numerem 19-tym. W willowym fragmencie tej ulicy. Ogród zarośnięty jak dżungla w Gujanie. Na budynku po tynku ni śladu. Któregoś razu tam wlazłem, jakoś wczesną wiosną, żeby mnie roślinność nie zjadła podczas eksploracji. W domu znalazłem pomieszczenie z oknem od podłogi po sufit, na bank pracownia plastyka. Rozrzucone na posesji gipsowe fragmenty rzeźb i formy jasno wskazywały na specjalizację. Popytałem i usłyszałem personalia właściciela. Stefan Momot, rzeźbiarz. Będąc osobą obeznaną z rodzimą i współczesną sztuką piękną wszelkiego rodzaju, bez chwili wahania potrafiłem odpowiedzieć na pytanie, kim był ów rzeźbiarz. Nie miałem pojęcia. W sumie większość warszawiaków nie ma pojęcia. Dziwne, bo nazwisko związane jest z miejscem bardzo znanym, miejscem ważnym, acz kontrowersyjnym i nie przez wszystkich akceptowanym. Momot to autor pomnika znanego jako „Czterech śpiących, trzech walczących”, w skrócie „Czterech śpiących”. Praskie miejsce spotkań, takie miejscowe „Widzimy się pod Rotundą”. Niedawno dowiedzieliśmy się, że można już o nim mówić w czasie przeszłym, pomnik nie wróci na Pragę. Wielka szkoda, bo wpisał się w krajobraz tej części Miasta.