Niekłańska 19, nieistniejąca ruina domu rzeźbiarza Stefana Momota

Ruina z Niekłańskiej, Armia Czerwona i Pałac Saski

Z kategorii obiektów opuszczonych zawsze ciekawiła mnie ruina na Niekłańskiej, pod numerem 19-tym. W willowym fragmencie tej ulicy. Ogród zarośnięty jak dżungla w Gujanie. Na budynku po tynku ni śladu. Któregoś razu tam wlazłem, jakoś wczesną wiosną, żeby mnie roślinność nie zjadła podczas eksploracji. W domu znalazłem pomieszczenie z oknem od podłogi po sufit, na bank pracownia plastyka. Rozrzucone na posesji gipsowe fragmenty rzeźb i formy jasno wskazywały na specjalizację. Popytałem i usłyszałem personalia właściciela. Stefan Momot, rzeźbiarz. Będąc osobą obeznaną z rodzimą i współczesną sztuką piękną wszelkiego rodzaju, bez chwili wahania potrafiłem odpowiedzieć na pytanie, kim był ów rzeźbiarz. Nie miałem pojęcia. W sumie większość warszawiaków nie ma pojęcia. Dziwne, bo nazwisko związane jest z miejscem bardzo znanym, miejscem ważnym, acz kontrowersyjnym i nie przez wszystkich akceptowanym. Momot to autor pomnika znanego jako „Czterech śpiących, trzech walczących”, w skrócie „Czterech śpiących”. Praskie miejsce spotkań, takie miejscowe „Widzimy się pod Rotundą”. Niedawno dowiedzieliśmy się, że można już o nim mówić w czasie przeszłym, pomnik nie wróci na Pragę. Wielka szkoda, bo wpisał się w krajobraz tej części Miasta.

Syrenka ’47

Ta nieoczywistej urody Syrenka Warszawska znajduje się na którymś, z budynków gazowni. Widać ją tylko od strony wjazdu dla zaopatrzenia EXPO na Prądzyńskiego.

Bracia Pakulscy

Bracia Pakulscy

Delikatesów jest dziś co niemiara. Najczęściej są w galeriach handlowych, wtedy od hipermarketów i dyskontów różnią się nieco lepszą jakością produktów, no i ceną. Czasem istnieją w jakimś specjalnym skupisku, typu to, co powstało w miejsce bazaru na Polnej i faktycznie można kupić tam rzeczy specjalne, nie spotykane w sklepach, wykwintne. Odeszły jednak piękne wystawy, odeszły firmy z tradycjami i piękne aromaty cytrusów, kawy, wędzonek w środku sklepów. Dziś króluje sieciówka, musi być logo chipsów i popularnego napoju, który równie dobrze smakuje z obrzydliwą whisky typu blended z czerwoną etykietą, jak i odrdzewia oraz luzuje zapieczone elementy stalowe. Komuna zabrała wykwintne delikatesy, nowy system nie dał nic w zamian. Takich firm jak Bracia Pakulscy nie ma i chyba już nie będzie…

Zabawne, że fundamentów firmy nie zbudowali wcale tytułowi bracia. Ojcem-założycielem był Antoni Pawłowski, zesłaniec syberyjski z Irkucka. W połowie XIX wieku powrócił do Warszawy. Pracował jako subiekt i powodziło mu się nienajgorzej, skoro po ledwie kilu latach, w 1856 roku na Brackiej 22 otworzył własny sklep kolonialny. Po nim majątek przejął jego bratanek, Feliks, a było to w 1899 roku. Feliks Pawłowski był pozytywistą, racjonalizatorem kupiectwa. Wprowadził w swoim sklepie wiele ówczesnych nowinek technicznych, jak na przykład telefon. W 1909 roku odsprzedał udziały, a stopniowo i cały majątek swojego przedsiębiorstwa trzem braciom, którzy byli u niego subiektami. Tu zaczyna się historia Braci Pakulskich.