Krzyż na ul. Bohaterów Września

Krzyż na Bohaterów Września

Był tutaj czas, że w niedzielę nie chodziło się na zakupy i obiad pod widoczną na zdjęciu kopułę. To był czas, gdy nie było tych wszystkich bloków, a do miasta było daleko. W okolicy były pola i luźno rozrzucone parterowe, na wpół wiejskie domki.

Ulica nie mogła upamiętniać Bohaterów Września, bo kalendarze nie doszły jeszcze do tego pamiętnego września. Miała wtedy za patrona Generała Józefa Bema.

Był czas, gdy w majowe popołudnia pod tym krzyżem zbierały się miejscowe starowinki i słychać było pieśni maryjne.

Browar na Grzybowskiej

Był kiedyś browar na Grzybowskiej…

Takie budynki można znaleźć gdzieś na prowincji, najprędzej poniemieckiej, jako przymajątkowe spichrze, młyny, jakieś małe wytwórnie. Czasem bardziej zdobione, z pruskim murem lub jakimiś niby-gotyckimi tematami. Ileż ja kilometrów przeszedłem po pruskim Oberlandzie, żeby coś takiego zobaczyć w jakimś rozpadającym się pojunkrowskim majątku, przemienionym w popegeerowskie mieszkania.

W ten sposób budowano tak dawno, że w naszym porozbijanym mieście jest to już prehistoria. Budynek ten powstał w XVIII wieku, nie wiem dokładnie kiedy. Mniej-więcej wtedy, gdy Grzybowska biegła na granicy Grzybowa i Wielopola, jurydyk podwarszawskich.

Garbińskiego dom nr 8, widok od podwórka

Ulica Garbińskiego

Nie jest to ulica, z której zrobisz materiał na książkę „Pani Chłodna”, a jedna z tych zwykłych, wąskich, nic nie znaczących. Kiedyś polna droga, dziś osiedlowa uliczka, stopień wyżej od ul. Droga Wewnętrzna. Od momentu powstania tuż przed wojną znaczyła tak mało, że w archiwach Biura Odbudowy Stolicy nazywa się Gardyńskiego. Nie znalazłem Gardyńskiego tak niewygodnego komunie, żeby go na aż Kajetana Garbińskiego zmienić. Właściwie to nie znalazłem żadnego znanego Gardyńskiego. Moja ulica była tak marginalna, że nawet sprawdzać jej nazwy nie było warto.

A dla mnie ma coś… Coś, czego nie poczuje człowiek wychowany na KENie, czy innym Bemowie-Lotnisku. Tutaj się urodziłem i spędziłem znaczną część życia. Tu, między blokami z wielkiej płyty był kiedyś klimat starego przedmieścia. Małe domki, na nich tabliczka, latarenka z numerem komisariatu, podświetlona żarówką. Ludzie, co mieszkali tu jeszcze przed wojną. Była studnia, były piece kaflowe, była kuchnia węglowa. Latem przydomowe sady pachniały wiśnią, jabłonią…