Garbarnia Konarzewskiego

Tak jak Łódź była miastem tekstyliów, Warszawa swego czasu była miastem garbarstwa. Warszawskie garbarnie opanowały kawał rynku carskiej Rosji, podupadły dopiero po odzyskaniu niepodległości, tracąc tamtejszą klientelę. Takie nazwiska jak Pfeiffer czy Temler były znane nie tylko w Stolicy. Zagłębiem tej gałęzi przemysłu były okolice Okopowej, gdzie oprócz wspomnianych Pfeiffrów, Temlera i Szwedego produkowali Weiglowie na Piaskowej, czy mniejsze zakłady na ulicy Spokojnej. W innych dzielnicach działały garbarnie także warte wspomnienia. Na przykład firma braci Jerominów na Grochowie.

Albo Konarzewskiego na dzisiejszej Ochocie. No właśnie, kim był ów Konarzewski ? Zaczynał w branży pod koniec wieku XIX, handlował hurtowo skórami gdzieś na Podwalu. W 1902 roku nabył parcelę przy obecnej Szczęśliwickiej, wtedy to były mało zurbanizowane okolice. Ważna rzecz dla garbarstwa, które jest rzemiosłem uciążliwym dla otoczenia. Stworzył średniego rozmiaru fabryczkę, która wkrótce wyspecjalizowała się w produkcji dla wojska. Jej flagowym towarem były karwasze. Właściwie karwasz to element zbroi, ochraniacz na przedramię, chroniący np łuczników przed uderzeniem pękającej cięciwy. W czasach funkcjonowania fabryki łucznicy strzelali raczej już tylko sportowo. Karwasze od Konarzewskiego były dla kawalerzystów. Karwasze kawaleryjskie to skórzane obszycia spodni do jazdy konnej, które służą ochronie tychże spodni przed przetarciem. Coś w rodzaju dzisiejszych sztylpów.

W 1919 roku założyciel interesu zmarł podczas wyjazdu handlowego celem nabycia skór. Interes przejęli jego synowie, Zygmunt i Wacław Konarzewscy. Tutaj moja wiedza o firmie się urywa.

Dziś pod adresem Szczęśliwicka 60 mieści się warsztat samochodowy. Budyneczek jest otynkowany, nie rzuca się w oczy. Kasprzycki pisze o niej tak “Po wojennych zniszczeniach, po późniejszej przebudowie zniknęły zarówno stare nazwy, jak i stare budynki czołowych warszawskich garbarni. Jeden chyba z ostatnich zachował się najdłużej, bo aż do lat dziewięćdziesiątych, przy ulicy Szczęśliwickiej 60.” Czyli, że już go nie ma ? W porządku, a co to za łukowate, fabryczne okienka pod dzisiejszym numerem 60 ? Relikt ?

Działka faktycznie należała do Konarzewskich, jak i sąsiednia, ta kolejowa. Po wojnie została znacjonalizowana Dekretem Bieruta. Zarządzało tym Ministerstwo Transportu. Niedawno właściciele odzyskali nieruchomość. O ile mi wiadomo, od razu ją sprzedali firmie deweloperskiej. Budynki są przeznaczone do rozbiórki.

Facebooktwittergoogle_plusmail
0 x skomentowano… Dodaj komentarz

Skomentuj…