Fort Odolany

Inaczej fort W-Tscha, punkt oporu wzmacniający obronę między Fortem Wola, a Fortem Szczęśliwice. Co do budowy niemal identyczny, jak Fort Tscha-M / Rakowiec. Również wyposażony w betonowe schrony, z których jeden ładnie się tu zachował. Punkt oporu zajmował około hektara powierzchni, jego długość wzdłuż linii frontowej wynosiła 250m, a szerokość 100m. Za fortem biegł wał forteczny z rowem i przedskokiem, splantowany najprawdopodobniej w okresie międzywojennym. Jego funkcją, poza wzmocnieniem odcinka wolsko-szczęśliwickiego, była ochrona Drogi Żelaznej Warszawsko-Wiedeńskiej, a w późniejszym okresie także Kolei Kaliskiej.

Fort prawdopodobnie został częściowo zniszczony po decyzji o kasacji twierdzy w 1909 roku. Na ile – nie wiem, nie wierzę literaturze co do tego konkretnego fortu. Tereny kolejowe były utajniane w PRLu, przed wojną zdjęcia lotnicze też nie były publikowane. Na planie z 1936 roku plan fortu jest zaznaczony jako istniejący. Na zdjęciach lotniczych z 1945 roku widać wyraźnie zarys założenia fortowego, ale jest pocięty torami, które pokryły ponad połowę powierzchni fortu. Plan z 1939 roku udaje, że w torach nic nie ma, nie tylko na Odolanach, więc to może być cenzura. Trudno jednoznacznie określić, kiedy przestał istnieć.

Jego pozostałościami są okoliczne, kilkumetrowe wzniesienia. Ciężko stwierdzić, które na pewno są reliktem umocnień. Jeśli aktualizacja map satelitarnych trafi się kiedyś na wczesną wiosnę lub późną jesień, kiedy drzewa są gołe, uważny obserwator mapy dostrzeże jeszcze czoło fortu. Pozostał też betonowy schron, swojego czasu okresowo okupowany przez bezdomnych. Jest identyczny z tymi z Fortu Rakowiec, ale nie został zasypany ziemią.

Dziś istnienie tego miejsca jest faktem znanym, choć może nie powszechnie. Nie jest tajemnicą, że fort znajduje się na opuszczonych działkach między Gniewkowską, Potrzebną, a Wagonownią Szczęśliwice. Te dziesięć lat temu,  może i wcześniej, wiedziała o nim jedynie grupka pasjonatów, dosłownie kilka osób. W literaturze fort był opisywany jako niezachowany. Ja dowiedziałem się od kogoś, kto tu przez długie lata pracował na kolei. Może miał tam działkę, może ktoś mu powiedział, nie wiem. Człowiek gdzieś usłyszał, że się interesuję takimi dziwnymi rzeczami i powiedział mi „idź, tam coś jeszcze zostało”. Sam wcześniej próbowałem eksplorować te tereny. Trochę pamiętałem z dzieciństwa, kiedy włóczyliśmy się wzdłuż torów całym światem, wiedziałem więc, że na Odolanach nie trudno o ciekawe znaleziska. Dopiero mając relację, że na pewno coś zostało po forcie, po prostu przeszukałem metr po metrze tamten kawałek. W końcu – jest ! Betonowy schron, ze zwalonym słupem z drutem kolczastym. W środku śmietnisko. Ciężko było coś dojrzeć przez wszechobecne krzaki. Zaraz obok schron przeciwlotniczy. Kawały grubego, ceglanego muru rozrzucone po okolicy. Raczej nie od fortu, bo nie posiadał on ceglanych koszar, kazamat itp.

Uczucie, gdy go znalazłem – nie do opisania. Jakbym odkrył nowy ląd, wdrapał się na najwyższą górę, dotknął wielkiej tajemnicy.

Zagadka nie była trudna i nie ja jeden postanowiłem sprawdzić istnienie fortu. Temat zaczął pojawiać w sieci. Bywam na Odolanach bardzo często, również w weekendy. Zacząłem zauważać niewielkie wycieczki idące w tamtą stronę. Poszedłem tam jeszcze raz, może dwa. Pojawił się ledwie dostrzegalny zarys ścieżki. Miejsce straciło dla mnie całą swoją magię.

Facebooktwittergoogle_plusmail
0 x skomentowano… Dodaj komentarz

Skomentuj…