Ruina z Niekłańskiej, Armia Czerwona i Pałac Saski

Ach, Saska Kępa, piękna i willowa, czyż nie ? Nie do końca, ma swoje brzydsze strony. Lata komuny pozostawiły po sobie robotnicze bloki, część kamieniczek przeszło w zasób komunalny i Saska Kępa utraciła czysto elitarny charakter, choć pozostały willowe enklawy, gdzie ludzie znają się nieraz od pokoleń. Co do bloków, kiedyś ktoś miejscowy powiedział mi, że to jest dla nich, starych saskokępszczan „chamowo”. Te dziesięć lat temu nowych inwestycji było ledwie kilka, to było chwilę przed boomem na nieruchomości. Nie było tam wtedy (i nadal nie ma) wielu pustostanów, ruin z zamurowanym parterem. Nic dziwnego, za dobra dzielnica, domy w cenie. Ale kilka było.

Z kategorii obiektów opuszczonych zawsze ciekawiła mnie ruina na Niekłańskiej, pod numerem 19-tym. W willowym fragmencie tej ulicy. Ogród zarośnięty jak dżungla w Gujanie. Na budynku po tynku ni śladu. Któregoś razu tam wlazłem, jakoś wczesną wiosną, żeby mnie roślinność nie zjadła podczas eksploracji. W domu znalazłem pomieszczenie z oknem od podłogi po sufit, na bank pracownia plastyka. Rozrzucone na posesji gipsowe fragmenty rzeźb i formy jasno wskazywały na specjalizację. Popytałem i usłyszałem personalia właściciela. Stefan Momot, rzeźbiarz. Będąc osobą obeznaną z rodzimą i współczesną sztuką piękną wszelkiego rodzaju, bez chwili wahania potrafiłem odpowiedzieć na pytanie, kim był ów rzeźbiarz. Nie miałem pojęcia. W sumie większość warszawiaków nie ma pojęcia. Dziwne, bo nazwisko związane jest z miejscem bardzo znanym, miejscem ważnym, acz kontrowersyjnym i nie przez wszystkich akceptowanym. Momot to autor pomnika znanego jako „Czterech śpiących, trzech walczących”, w skrócie „Czterech śpiących”. Praskie miejsce spotkań, takie miejscowe „Widzimy się pod Rotundą”. Niedawno dowiedzieliśmy się, że można już o nim mówić w czasie przeszłym, pomnik nie wróci na Pragę.  Wielka szkoda, bo wpisał się w krajobraz tej części Miasta.

Ale… chciałem krótką notkę biograficzną, a dygresja się wydłuża. Rzeźbiarz pochodził z okolic Hrubieszowa na Lubelszczyźnie. Przed wojną studiował rzeźbę na warszawskiej ASP u Tadeusza Breyera, wybitnego wykładowcy, znanego rzeźbiarza i medaliera, autora wolskiego pomnika gen. Sowińskiego.  Dyplom zdobył w 1947 roku. Do najbardziej znanych jego dzieł należy Pomnik Braterstwa Broni, zwany także Pomnikiem Wdzięczności, Pomnikiem Wyzowlenia, a znany jako Czterech Śpiących. Był także współtwórcą Pomnika Żołnierzy Radzieckich w Parku Skaryszewskim. Przy powojennej odbudowie  Biuro Odbudowy Stolicy, które na Katowickiej 7 swego czasu się mieściło, postanowiło utworzyć z niej wzorcową ulicę willową. Zniesiono ogrodzenia, okolicę ozdobiono małą architekturą, rzeźbami i plastyką. Do dzisiejszych czasów zachował się „Plon” Jerzego Jarnuszkiewicza na rogu Katowickiej i Zwycięzców, a także kilka gmerków BOSu. Odbudowuje się także istniejące tu niegdyś betonowe ławeczki. Reszta rzeźb, płaskorzeźb zniknęła, albo zniszczona, albo skradziona, nie wiem. Jedna z tych rzeźb, Chłopiec z Żaglówką, była autorstwa Stefana Momota. Wykonał ją, podobnie jak inni twórcy, w „czynie społecznym”, czyli za darmo. Zmarł w 1998 roku.

Kontrowersje budzi podejmowana przez niego tematyka – żołnierze bratniej z konieczności armii. Sam autor twierdził, że mu kazano, że został wyznaczony. Podobno na czterech śpiących miały być zarysy żołnierskich orzełków, ale bez jego wiedzy zmieniono je na czerwone gwiazdy. Podobno… Nie chcę dociekać jak było. Prawdą jest, koniec końców, że nie Amerykanie nas wyzwolili, że z „kacapami” szli Polacy od Berlinga. Braterstwo broni było nieco przymusowe i nie przyniosło nam nic dobrego na kolejne półwiecze. Ale to nie są pomniki Stalina, tylko żołnierzy, zwykłego Saszki, który setkami tysięcy kładł się trupem, wyzwalając Europę od nazizmu, bo mu tak kazał generalissimus. Polszę to on miał, za przeproszeniem, w dupie i miał taką samą ochotę za nią ginąć, jak my oglądać jego towarzyszy aż do 1993 roku. Druga sprawa, że czasy były jakie były i patrząc na to, co w czasach stalinizmu…powiedzmy tworzyli…. takie tuzy kultury polskiej Miłosz, czy Szymborska to Momot nie musi się bardzo czerwienić. Na tym zakończmy.

Dawno nie byłem na Saskiej Kępie. Ani tam mam kolegów, ani mnie tam ciągnie, ani też mi po drodze. Coś mnie tknęło ostatnio, żeby sprawdzić co się dziś dzieje z domem Momota. Nie istnieje, cóż za zaskoczenie. Jest tu nowa inwestycja Villa Saska. Pięć apartamentów, metr kwadratowy w cenie poza zasięgiem przeciętnego Kowalskiego. Według reklamy jest ekskluzywny, kameralny i idealnie wpisuje się w tutejszy klimat. Spełni oczekiwania najbardziej wymagających, czerpie pełnymi garściami z architektury modernistycznej międzywojnia i w ogóle nic, tylko wyciągać złote karty. Deweloper pochwalił się, że tu mieszkał i tworzył Stefan Momot. Pasją rzeźbiarza było zbieranie resztek po Pałacu Saskim, a jego kolekcja ponoć walała się po opuszczonej posesji. Inwestor zapewnił, że zostaną stosownie wykorzystane. W to nie wątpię. Nie widzę żadnej wystawy zza płotu, więc pewnie opiera o nie brodę znudzony concierge. Raczej nie są i nie będą dostępne dla wszystkich, choćby wzrokowo. Bo pamiątki dawnej świetności naszego miasta są po to, żeby dodać prestiżu apartamentom Państwa Prezesostwa.

Chociaż z drugiej strony… Ciekawi mnie jakie to są pozostałości. Gdyby było to coś bardzo cennego to wątpię, aby dotrwało do budowy na opuszczonej działce. Kilka zainteresowanych osób by o tym wiedziało i coś by było słychać o konieczności zachowania tychże pamiątek. Kolejna wrzawa podniosłaby się przy okazji deklaracji dewelopera o posiadaniu reliktów i planach wkomponowania ich w wystrój budynku. Cisza, nikt nic nie wie. Widziałem jakąś wizualizację, której obecnie nie ma nawet na stronie inwestora. Muzeum bym tego nie nazwał. Mam wrażenie, że to było takie dużo szumu o nic. Chwyt marketingowy.

Jak by nie było, plany odbudowy Pałacu Saskiego ciągle się przewijają i kiedyś w końcu pieniądze się na to znajdą. Dojdzie do kuriozalnej sytuacji, gdy powstanie kolejna makieta-zabytek, a oryginalne jego elementy znajdować się będą w miejscu, którego więzi z pierwowzorem są co najwyżej nikłe.

Niekłańska 19, nieistniejąca ruina domu rzeźbiarza Stefana Momota

Facebooktwittergoogle_plusmail
2 x skomentowano… Dodaj komentarz
  • Warszawa 15/05/2015, 18:37

    tak to jest z deweloperami, którym przyświeca głównie chęć dobrego zarobku

  • lavinka 01/03/2015, 16:55

    Mam nadzieję, że fragmenty kolekcjonowane przez rzeźbiarza jednak przetrwały. Że deweloper nie wywalił je na śmietnik, albo jakiś cieć, bo się mieszkańcy skarżyli, że jakaś ruina w holu stoi :(

Skomentuj…