Bracia Pakulscy

Delikatesów jest dziś co niemiara. Najczęściej są w galeriach handlowych, wtedy od hipermarketów i dyskontów różnią się nieco lepszą jakością produktów, no i ceną. Czasem działają w jakimś specjalnym skupisku, typu to, co powstało w miejsce bazaru na Polnej i faktycznie można kupić tam produkty wyjątkowe, nie spotykane masowo w innych sklepach. Odeszły jednak piękne wystawy, odeszły firmy z tradycjami i piękne aromaty cytrusów, kawy, wędzonek w środku sklepów. Dziś króluje sieciówka, musi być logo chipsów i popularnego napoju, który równie dobrze smakuje z obrzydliwą whisky z czerwoną etykietą, jak i odrdzewia oraz luzuje zapieczone elementy stalowe. Komuna zabrała eleganckie delikatesy, nowy system nie dał nic w zamian. Takich firm jak Bracia Pakulscy nie ma i chyba już raczej nie będzie…

Fundamentów firmy nie zbudowali wcale tytułowi bracia. Ojcem-założycielem był Antoni Pawłowski, zesłaniec syberyjski z Irkucka. W połowie XIX wieku powrócił do Warszawy. Pracował jako subiekt i powodziło mu się całkiem dobrze, skoro po ledwie kilku latach, w 1856 roku na Brackiej 22 otworzył własny sklep kolonialny. Po nim majątek przejął jego bratanek, Feliks, a było to w 1899 roku. Feliks Pawłowski był pozytywistą, racjonalizatorem kupiectwa. Wprowadził w swoim sklepie wiele ówczesnych nowinek technicznych, jak na przykład telefon. W 1909 roku odsprzedał udziały, a stopniowo i cały majątek swojego przedsiębiorstwa trzem braciom, którzy byli u niego subiektami. Tu zaczyna się historia Braci Pakulskich.

Adam, Jan i Wacław Pakulscy zrobili firmie rebranding. Skład Win i Towarów Kolonialnych „Bracia Pakulscy” na solidnych podstawach szybko zaczął się rozwijać. Wkrótce otworzyli dwa sklepy filialne na Marszałkowskiej, pod ówczesnymi numerami 57 i 110, były to okolice Śniadeckich i Złotej. Wykupili udziały w hurtowniach Edwarda Langnera, wytwórni miodów Mieszkowskiego z Sandomierskiej, czy cieszyńskim Browarze Zamkowym. Firma posiadała także własny skład win w piwnicach na Krochmalnej 22. Wykupili także sklep w Hali Mirowskiej, który zajmował się hurtową sprzedażą artykułów importowanych. Co ciekawe, przedsiębiorstwo to pozostawiono pod dotychczasową nazwą „Piotr Kuryluk i Spółka”.  W latach 30-tych bracia podzielili majątek, Adam wziął sklepy, a pozostali bracia magazyny, logistykę i udziały w różnych przedsiębiorstwach. Rozszerzono sieć sklepów filialnych o adresy: Krucza 22, Francuska 14, Raszyńska 15, a także sklep w Otwocku. W 1934 firma uzyskała monopol na import kawioru i wina z ZSRR. W 1937 cały interes wrócił w jedne ręce, Adama Pakulskiego, w wyniku śmierci braci. W tym czasie firma kupiła też Fabrykę Konserw „Wanda” na Kazimierzowskiej 64.

U Pakulskich nikt nie latał z koszykiem. Stawałeś przy ladzie, mówiłeś co chcesz, a ekspedient przynosił. Towar, ma się rozumieć, był najwyższej jakości. Nie było żadnych torebek jednorazówek. Wszystko, nawet najmniejszy bibelot, było elegancko opakowane. A to w papier, a to w pergamin, większe rzeczy w różnego formatu torby papierowe, od odpowiedniej wielkości z nadrukiem firmowym. Z tego wszystkiego tworzono jedną paczkę, celem transportu do domu. Od samego rana przed sklepem były kosze z reklamowanym asortymentem – owocami egzotycznymi, wypiekami. Na drzwiach wisiała świeżutka dziczyzna, ptactwo, zające. Sklepy zawsze miały piękne witryny. Sklepy Pakulskich nie były tak eleganckie, nowoczesne, światowe jak główny konkurent, sklepy braci Hirszfeldów, co nie znaczy, że brakło im elegancji. Bracia Pakulscy to była firma z tradycjami, sięgającymi XIX wieku i to było siłą tej marki. U konkurencji może było ładniej, ale tutaj z produktami kupowało się tradycje kupieckie starej Warszawy i to wyróżniało tę markę. Aż Hirszfeldów przejęli Niemcy, jako mienie pożydowskie, dali do Meinla i urwali prawie całą klientelę, bo sklepy stały się nur fur deutsche. Delikatesy Bracia Pakulscy to był nieodłączny element tej pięknej Warszawy. W pewnych sferach, będąc z wizytą w Warszawie trzeba było zrobić tam zakupy. Jak też u Jabłkowskich. I w domu mody Hersego.

Podczas okupacji delikatesy funkcjonowały w miarę możliwości. Część majątku zajęli Niemcy, ale sklepy mogły nadal działać. W 1942 Adam Pakulski zmarł, pozostawiając firmę synowi, Jerzemu. W 1944 cały majątek przedsiębiorstwa podzielił los Warszawy. A kiedy Warszawa wstawała z gruzów, Jerzy Pakulski podnosił firmę. Otworzył sklep na Brackiej, na Francuskiej, a nawet otworzył filię w… Katowicach. Reaktywowali nawet fabrykę konserw na Owsianej, w budynkach Telefunkena. Nie był to dobry czas dla prywatnych interesów, o czym przekonali się chyba wszyscy przedwojenni właściciele, odbudowujący swoje przedsiębiorstwa. W 1950 roku firmę znacjonalizowano. To był koniec Braci Pakulskich. Jej miejsce zajęły państwowe delikatesy, na Brackiej były chyba do końca komuny. Z byle czym na półkach i niezbyt miłą, znudzoną „Panią Bożenką”.

SONY DSC

Facebooktwittergoogle_plusmail
0 x skomentowano… Dodaj komentarz

Skomentuj…