Betonowy Bunkier

Wieża na Odolanach. Bunkier z Gniewkowskiej. Wielkie betonowe coś, schowane nieco z boku, za kopcami kruszywa. Niby żadna tajemnica, dużo ludzi, szczególnie poddanych kolejowo-przemysłowego imperium, dobrze ją zna.

Wieża do nawęglania parowozów. Proste.

Zacznijmy od tego, że są cztery takie w Polsce. Jedna w Tarnowskich Górach. Jedna w Krakowie, na Prokocimiu. Jedna w Gdyni. No i czwarta, warszawska, Odolany. Dużo wody w Wiśle upłynęło od kiedy spadł z niej ostatni kawałek węgla. Ciągle stoi, tak jak jej siostry rozproszone po kraju. Nie dlatego, że jest piękna, wspaniała i unikalna. Po prostu stoi w torach i jakakolwiek forma rozbiórki zniszczyła by trakcję.

Wieże to prezent od ciotki UNRRY. Ludność krajów zniszczonych przez wojnę obdarowywała marmeladą i ciepłą kufajką, polskim kolejarzom wysłała paczką do Gdańska taki oto dar. Prawdą jest, że wieże przypłynęły statkiem z USA, drugą prawdą jest, że są zbudowane z prefabrykatów. Myli się jednak ten, kto sądzi, że wzięli amerykanie wielki dźwig, wsadzili takiego kloca na statek, niczym jakąś Statuę Wolności, no i puścili w świat. Żelbetowa konstrukcja powstała w całości w Polsce.

Urządzenie zaprojektowała i wyprodukowała chicagowska firma „Ross and White Company Locomotive coal, sand and cinder plants”. Polska, w ramach pomocy na odbudowę kraju, otrzymała dokumentację i osprzęt. Nie tak spektakularnie, jak podpowiada wyobraźnia ? Sytuacje ratuje ciut fakt, że części jednej tylko wieży to był cały pociąg, dłuższy niż letni skład z Krakowa do Gdyni.

Tak więc w 1948 wyładowano toto ze statku i koleje rozwiozły nasze bunkry po Polsce. Najbardziej nas interesujący pociąg dojechał na Odolany. Żelbetową konstrukcję i montaż miało wykonać PRK-15, jedno z okołokolejowych przedsiębiorstw, które, nota bene, w różnych formach istnieją do dziś. Miało, ale nie dało rady i ogromny zasobnik zaczął górować nad Odolanami dopiero w 1951 roku. Krzysztof Wiśniewski, autor artykułu o urządzeniach do nawęglania parowozów w czasopiśmie „Koleje Małe i Duże” podaje, że budową pokierował niejaki Szymczakowski, doprowadzając do oddania urządzenia do użytku w tym samym roku. Ciekawi mnie, czy był to jakiś inżynier, który „wziął za mordę” podmioty odpowiedzialne za uruchomienie stacji nawęglania, czy może właściciel małego, wyspecjalizowanego przedsiębiorstwa, które mogło przecież jeszcze istnieć w 1951 roku, mimo domiarów i walki z prywatną inicjatywą ?

Była to bardzo wydajna konstrukcja. Zasypanie kotła parowozu zajmowało maksymalnie kilka minut. Obok bunkra budowano lej do węgla. Ten betonowy łuk triumfalny obok głównej konstrukcji to właśnie tor wyładunkowy. Kiedyś była pod nim krata, w którą zsypywało się węgiel. Z niego metalowy wyciąg transportował paliwo na górę budowli i zsypywał do głównego zbiornika. Pod nim były dwa mniejsze, wyposażone w wagi i rynny zsypowe. W zespole znajdowała się także maszynownia wyciągu i suszarnia piasku, który również był dostarczany parowozom przez wieżę.

Żaden z bunkrów nie jest dziś używany, bo nie używa się już lokomotyw parowych. Warszawski był na chodzie do lat 90-tych. Pod koniec nawęglał stare parowozy służące jako grzejki, innej roboty już nie miał.

Zaszedłem tam kiedyś za dzieciaka, pamiętam, że stały pod nim jakieś wraki. W okolicy było cmentarzysko parowozów, lokomotyw, ogólnie taboru. Nie wiem, który to był rok. 94, 95, 96 ? Nie wiem, co tam stało, do dziś nie odczuwam potrzeby orientowania się w modelach parowozów Ty-12cośtam. Wiem, że było to wyjątkowe miejsce, które zniknęło. Dziesięć lat temu, gdy zacząłem pracę na Odolanach, były tam już tylko wagony w stanie „wyjazd na Lecha Poznań, lata 90-te”.

Ross and White nadal istnieje w Chicago. Ktoś z Rossów nadal zarządza firmą. Zatrudniają kilkanaście osób i robią myjki dla transportu, nazwijmy to, ciężkiego. Autobusy, pociągi, ciężarówki itd. Robią koło bańki obrotu w dolarach UeSA. Tyle znalazłem na ich stronie. Wiem, że istnieją podobne konstrukcje w USA, również wykonane przez R&W. Wciąż stoją gdzieś na uboczu, oczywiście już nie używane, nie zniszczone z tych samych powodów, co nasze, polskie. Głównie w okolicach jeziora Michigan, w kawałku rust beltu między Chicago, a okolicami Detroit.

Napisałem kiedyś maila do tej firmy. Powiedzcie, proszę, skąd, po co i dlaczego to żelbetowe coś wzięło się w Warszawie. Kto ma wiedzieć, jak nie Wy ? Rok minął, drugi, chyba nawet trzeci, zero odpowiedzi. Może time is money i nie mają czasu odpowiedzieć, może nie wiedzą. Może niespecjalnie ich to interesuje, podobnie jak warszawska wieża nikogo nie obchodzi, poza garstką wariatów-miłośników kolei ?

Facebooktwittergoogle_plusmail
2 x skomentowano… Dodaj komentarz
  • marcinsds 05/02/2016, 18:49

    Takie wieże powstały jeszcze w lokomotywowniach Kraków Prokocim, Tarnowskie Góry i Gdynia Grabówek, powstały w ramach pomocy UNRA, artykuł o ich historri jest w numerze 4/2002 „Kolei małych i dużych”.

  • lavinka 03/11/2015, 02:14

    Pamiętam jak kilka lat temu z Tomim przedzieraliśmy się po torach, żeby dotknąć tego cuda widywanego w oddali z kładki, czy innych bardziej legalnych miejsc. Byliśmy już po starciach z Sokistami, więc wiedzieliśmy, że będzie ciężko udawać, że się zabłądziło. Na szczęście w okolicy „zaparkowało” parę pociągów, które nas osłoniły. Ostatnio znów byłam w okolicy, wydaje mi się, że opustoszała kolejowo (do samej wieży już nie poszłam z racji przemieszczania się rowerem). Może akurat nie trafiłam na pełną bocznicę, albo coraz mniej towarówek tędy przejeżdża.

Skomentuj…