sirencityboy

Kolejowa Mszczonowska

Ulica Mszczonowska, zwłaszcza po wolskiej stronie torów, należeć będzie zawsze do moich ukochanych ulic. Ta ulica to dziesięc lat mojego życia. W tym większa część takich, kiedy wierzyło się, że to dopiero początek i dalej będzie tylko lepiej, prosto w kierunku zajebiście.

Nie ma na niej nic specjalnego, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Dziś pominę fakt, że jest to „dzielnica cudów”, przynajmniej była, bo od dawna tam nie bywam. O tym innym razem, do którego przymierzam się już ze dwa lata. Jest lub było na niej trochę śladów historii Miasta. Było przemysłowej dopóki stał spalony Polski Tlen. Jest warszawskiego AK, bo stoi, przeciętnie w oryginale, ale stoi szubienica – efekt „Wieńca” i wysadzonych torów. Było-nie było z Redutą Ordona, ale to gówno prawda i nie po tej stronie torów. Najważniejsze – jak cała okolica, ulica Mszczonowska nierozerwalnie związana była i jest z koleją. Pełna była śladów kolejowej historii. I jest, mimo niedbania i usuwania. Tędy jechały pociągi, co ruszały z rogu Alej i Żelaznej, ale tylko do 1915, czyli te od Kolei Warszawsko-Kaliskiej. Najprawdopodobniej ją, w formie carskiej, wojennej czy polskiej już obsługiwały te wszystkie obiekty. Wilyczanke czas zacząć.

alba

Dobrowoja, Modrzewiowa, neon Alba na kamienicy.

Dobrowoj czyści albę na komunię, albo odwrotnie

Od początku wiedziałem, że na Pragę przez Grochów się nie jeździ. Cóż zrobić, ten tramwaj był pierwszy, a mi się czekać nie chciało. Nie mam na Grochowie specjalnych znajomości, więc szansa mała, że kogoś spotkam. Jednak się stało. Problem jest w tym, że więzy koleżeńskie lubią się tworzyć na wspólnych pasjach. Tak było i tu, a widząc znajomą mordę, wiedziałem, że sprawa oprze się o bufet.

[…]

Zaszliśmy więc w bok od Grochowskiej, bo po co ma kto widzieć. Dobrowoja, Modrzewiowa, te okolice. No i ten kolega – „ty, ty mądry jesteś w sprawy miejscowe, po co ten neon tu na winklu jest, jakoś tak, mniej więcej, od zawsze ?” Coś do komunii tu było ? Nie chyba, ja pamiętam, że magiel ?”

Moje przedmieście…

Moje przedmieście leży gdzieś na uboczu, choć do Śródmieścia droga stąd prosta i krótka. Od pędzącej stolicy oddzielają je dziś wiadukty tras komunikacyjnych i tory kolei. Możesz żyć w tym mieście 40 lat, a jego nazwa nic ci nie powie. Nie jest ona nikomu do niczego potrzebna.

Jest tu krzyż i kapliczka, pod którymi nikt już się nie modli i nikt nie śpiewa nabożnych pieśni. Jest kilka starych domów i kilka uliczek. Jak je taryfiarz je z miejsca skojarzy to musi być, że już dobrze siwy, ewentualnie z okolic.

Zostało kilka starych domów. Tyle tylko, co znajomych wciąż nazwisk. Cegły murszeją, stropy walą się w ślad za śmiercią swoich właścicieli. Ustępują pseudo-willom rodzącej się klasy średniej, ustępują kameralnym inwestycjom w prestiżowej lokalizacji, albo i odwrotnie. Fakt, blisko stąd do biurowców, tych w szkle od podłogi po sufit, a żyć tu można jak w mieście-ogrodzie.

Dziś każdy zburzony dom, każde podwórze zarośnięte po pas zmienia moje dziecięce wspomnienia w cmentarny krajobraz…

Krzyż pracowników DŻWW

Krzyż pracowników składów opału przy stacji towarowej Warszawa Wiedeńska.

Ulica Ordona - plac z kontenerami

Szara ulica Ordona

Ordona, szara kostka brukowa, szare budynki, szary pył wzbijany wciąż kołami ciężarówek. Ludzie o szarych twarzach, idący do swej szarej pracy. W tygodniu jest tu wielki ruch, kierowcy korzystają ze skrótu na Włochy i dalej w Nowe Aleje. Prosperuje tu sporo firm, głównie transportowych. Transport jest tu obecny od wielu, wielu lat. Ordona to przecież wielki kompleks hal przeładunkowych od Warszawy Głównej Towarowej. To ogromny budynek magazynów WSSu. Wciąż widać tu te wszystkie bocznice, stoi jeszcze kolejowy szlaban. Kiedy wprowadzono do Polski transport kontenerami stacja z Ordona była pionierem. Spedcont, który tam siedzi do dziś wywodzi się przecież z PSK (Przedsiębiorstwo Spedycji Krajowej).

Tu się przyjeżdżało po towar rozładowany z kontenerów czy krytych wagonów. Szajs typu węgiel, kruszywa itp. szedł raczej na Gdański. Tutaj była rola szofera, żeby sobie pokręcić. Jak ktoś miał dostęp do towarów to zawsze znalazła się lista. A to stolarni, która przyjmie dowolną ilość desek, a to spółdzielni tapicerskiej, co gąbki do woli kupi i tak dalej, zależy coś miał za towar. Ktoś mi opowiadał, że w tych czasach wozili węgiel, dwóch ich było do tego zajęcia. Każdy myślał, że ten drugi zawiezie węgiel do firmowego odbiorcy, on zaś przeznaczony jest do załatwienia klienta właściwego, czyli swojego. Na drugi dzień okazuje się, że ani węgla, ani kwitów na odbiór, ani nic. Przyszedł dyrektor, mówi, że go to ch…, do piątku węgiel ma być. I był, i jakoś wszystko grało, jakoś każdy żył. Inna sprawa, że w ten sposób i bez Wałęsy by to wszystko upadło.

Drewniane Koło

Drewniane Koło, nieistniejące już, barakowe osiedle na terenie dzisiejszego parku przy Księcia Janusza.

Wieżyczka na Odolanach

Zrujnowana wieżyczka mieszcząca kiedyś najprawdopodobniej stację transformatorową kompleksu Wagonowni Szczęślicice

Holownik „Tadek”

Wrak holownika HR-150, tzw. „krakowiaka” „TADEK”, który dłuższy czas stał w Porcie Czerniakowskim

Dom Tadeusza Kubalskiego

Dom i gospodarstwo Tadeusza Kubalskiego – ul. Opaczewska 57, dawniej Drawska